//


Koło pisarskie Copernicus

Czym zajmuje się Copernicus?

Szkolne Koło Copernicus zaczynało swoją działalność jako gazetka szkolna wydawana w wersji drukowanej, ukazująca ciekawe wydarzenia z życia szkoły. Z czasem rolę tę przejął szkolny profil na Facebooku, a Copernicus przekształcił się w taką formę, która najbardziej odpowiadała potrzebom młodzieży.

Obecnie jest to miejsce, gdzie młodzi autorzy  mogą zaprezentować własną twórczość pisarską i poetycką, mogą także kształcić umiejętności dziennikarskie i wypowiadać się na aktualne tematy.

Koło pisarskie Copernicus zachęca do czytania !

Artykuł z cyklu ,,Pióro i klawiatura - szkolny reporter przedstawia”.
Zapewne nie od dziś słyszymy o sportowcach podnoszących ciężary. Przepełnia nas podziw dla odwagi i siły wytrzymałych zawodników, gdy patrzymy na ich wysiłek w zmaganiu się z ważącymi kilkadziesiąt kilogramów obciążnikami. Czym tak naprawdę jest podnoszenie ciężarów? Opowie nam o tym uczennica klasy IIIa, Patrycja Tomczyk, która może się pochwalić sporymi osiągnięciami w tej dziedzinie. Zachęcamy do przeczytania poniższego wywiadu.

Wywiad z Patrycją Tomczyk

Copernicus: Jak nazywa się dyscyplina sportowa, którą uprawiasz?

Patrycja: Uprawiam trójbój siłowy. Jest to sport siłowy, który polega na podniesieniu jak największego ciężaru w trzech ćwiczeniach: przysiadzie ze sztangą na plecach, wyciskaniu leżąc oraz martwym ciągu.

Copernicus: W jaki sposób rozpoczęła się Twoja przygoda z tą dyscypliną?

Patrycja: Moja przygoda zaczęła się  około 4 lat temu, od treningów w domu. Do dyspozycji miałam wtedy jedynie 10kg hantle, dlatego po roku przeniosłam się na siłownię. Wtedy nie wiedziałam jeszcze co to trójbój, ale bardzo spodobał mi się fakt, że mogę dokładać ciężaru z treningu na trening. Znajomi z siłowni uświadomili mi, że powinnam spróbować swoich sił w trójboju. Od tej pory zaczęłam sama pracować nad techniką ćwiczeń przy pomocy internetu. Obecnie jestem pod opieką trenerów.

Copernicus: Opowiedz nam, proszę, o swoich sportowych sukcesach.

Patrycja: Moim osiągnięciem jest 1 miejsce na Debiutach w TSK w grudniu 2020r w Łodzi w kat U18 -57kg.

Copernicus: Jakie jest Twoje największe marzenie związane ze sportem?

Patrycja: Moim największym marzeniem jest pozostanie w tym sporcie jak najdłużej, oraz oczywiście kolejne udane starty, również te międzynarodowe.

Copernicus: Kto jest Twoim sportowym idolem i dlaczego?

Patrycja: Nie mam idoli, ale szczerze podziwiam wszystkich sportowców, ponieważ wiem, ile samozaparcia i dyscypliny wymaga sport.

Dziękujemy Patrycji za odpowiedzi na zadane pytania i życzymy dalszych sukcesów oraz pozostania w świetnej formie. Po raz kolejny możemy się przekonać, jak wyjątkowi uczniowie tworzą społeczność naszego liceum. 

Międzynarodowy Dzień Pisarzy to co najmniej jeden ważny powód, dla którego warto poczytać z.. Copernicusem. Przedstawiamy drugą część opowiadania naszej uczennicy pt. ,,Letnie noce".

,,Letnie noce" cz.2

04.07.1977

 -A teraz przed państwem jedyny i najlepszy, chociaż króla nie należy przedstawiać. Elvis Presley i ,,A little less concersation" - kiedy usłyszałam te słowa, jak opętana doskoczyłam do radia i przyłożyłam ucho do głośnika, aby jak najlepiej usłyszeć głos muzyka.

    -Podobno jakiś bogaty biznesmen wynajął na wakacje posiadłość Berry. Sally słyszała od Miriam, że ma dwójkę dzieci, a starsza córka w tym roku wyszła za mąż za dziedzica wielkiej sieci agencji nieruchomości w całym kraju - plotkowanie ciotki Adeline i Buni przeszkadzało mi w normalnym i spokojnym słuchaniu muzyki. Spojrzałam na kobiety gniewnym wzrokiem i westchnęłam, podkręcając gałkę głośności. Dźwięk przerywał, lecz to nie zniechęciło mnie do dalszego słuchania.

    -Jo, proszę cię ścisz to. Nie słyszę własnych myśli - moją cudowną chwilę przy majstrowaniu pokrętłem przerwała ciotka.

    Uwielbiałam tę kobietę, lecz czasem doprowadzała mnie do białej gorączki. Myślę, że czułam do niej większą sympatię, ponieważ różniła się od mojej matki, którą uważałam za przypadek beznadziejny. To Adeline z Bunią otaczały mnie jedyną, znaną mi matczyną troską i opieką. Ciocia Dela to młodsza siostra mojego taty. Jeżeli miałabym sobie wyobrażać młodszą wersję babci to byłaby to wysoka brunetka o błyszczących, błękitnych oczach stojąca przede mną.

    -Powinnaś się ubrać. Zaraz wychodzimy, a doskonale wiesz, że nie możemy się spóźnić na mecz Ben'a - upomniała mnie.

    Poderwałam się na nogi i oburzona wyszłam z pomieszczenia z grającym radiem pod pachą. Dzięki ci, wuju Arthurze za kupno radia na baterie. Przebierałam nogami prosto do pokoju, w którym spałam. Nie był on wielki, raczej mała kliteczka z łóżkiem, kredensem i szafeczką nocną. Lecz ja podrasowałam wystrój plakatami moich ulubionych muzyków, z Presley'em na czele. Długo przekonywałam do tego ciotkę, lecz pomogło mi w tym wsparcie Buni, ponieważ, zasadą starszyzny, to ona miała tutaj ostateczny głos. Dużym plusem mojego pokoju było olbrzymie okno, które zajmowało połowę ściany. Uwielbiałam je, ponieważ w nocy idealnie ukazywało gwieździste niebo, a ja miałam wrażenie, jakbym zasypiała w kosmosie. Weszłam do pomieszczenia, w którym czekała na mnie przygotowana, błękitna sukienka, zapinana na perłowe guziczki z przodu, z bufiastymi, krótkimi rękawami. Na ubraniu zauważyłam rozłożonego rudego i spasionego kocura.

   -Spaghetti, złaź z kiecki grubasie - zwierzę otworzyło jedno oko i złotym ślepiem spojrzało na mnie. Zlekceważył moje słowa, ponownie zamykając powiekę. Podeszłam do łóżka i rzuciłam na kołdrę radio, w którym nadal śpiewał Elvis. Z premedytacją zepchnęłam rudzielca na ziemię i wyszczerzyłam się w jego stronę. W ekspresowym tempie przebrałam się w błękitną sukienkę. Gotowa, podeszłam do komody i z drugiej szuflady od góry, spod podkoszulków, wyjęłam kilka banknotów. Schowałam je do malutkiej kieszonki z lewej strony spódnicy. Presley zakończył piosenkę, a ja powolnym krokiem podeszłam do łóżka, wyłączając radio i z urządzeniem pod pachą zbiegłam po schodach wprost do salonu.

    Ciotka stała już ubrana w białą koszulę z kołnierzykiem i  szyfonową spódnicę o ciemnozielonej barwie. Długie, czekoladowe loki ozdobiła jedynie opaską, a w jej uszach tkwiły duże, okrągłe kolczyki. Oba dodatki były kolorystycznie dopasowane do dołu jej stroju.

    -Jo, dziecko uczesz się, proszę - westchnęła kobieta, patrząc na moje włosy. Prychnęłam na jej słowa. Bunia przywołała mnie gestem ręki, biorąc grzebień. Usiadłam na podłodze przy jej fotelu, plecami do staruszki, która wzięła garść moich włosów i zaczęła powoli i delikatnie rozczesywać kołtuny i poplątane strąki. Po kilku minutach z mojego lewego ramienia zwisał warkocz zawiązany białą wstążką.

    -Dziękuję - oplotłam ramiona dookoła jej szyi i wycałowałam oba policzki kobiety. Dłonie Buni przyciągnęły mnie jeszcze bliżej jej ciała.

    -Zbieramy się, czekają już na nas - ciotka dała o sobie znać, ponownie wchodząc do pokoju. Odsunęłam się od babci i przyjrzałam się pudrowo różowej sukience w fiołki, którą staruszka uwielbiała. Siwe, podkręcane włosy miała spięte w niskiego koka, a na szyi połyskiwał pożółkły sznur pereł, który, według historii, dostała w prezencie po wojnie od dziadka.

    -Pojadę rowerem - oznajmiłam. Pocałowałam Bunię w czoło i wychodząc z pomieszczenia uśmiechnęłam się do ciotki. Zmierzałam w stronę frontowych drzwi, gdzie były już moje buty.

    -Jo, załóż pantofle - stłumiony krzyk Adeline doszedł do moich uszu. Przy ścianie stały błyszczące, czarne pantofle, o których myśl przyprawiała mnie o bóle stóp i aż prosiło się w nich o haluksy. Skrzywiłam się, przenosząc spojrzenie na lekko przykurzonego piachem białego trampka i uniosłam kąciki ust lekko do góry. Siadając na drewnianej podłodze przy drzwiach założyłam jednego buta, a następnie na czworkach przemierzałam korytarz w poszukiwaniu drugiego. Znalazłam go pod małym dywanikiem i uśmiechnęłam się w geście triumfu. Po cichu wyszłam i zamknęłam drzwi frontowe. Pognałam do roweru, który leżał na trawie. Wsiadłam na niego i wyjechałam na drogę prowadzącą do Griffin.

Koło pisarskie Copernicus zaprasza do czytania..

Rok 2021 został ogłoszony Rokiem Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, którego setną rocznicę urodzin odchodziliśmy 22 stycznia. W nawiązaniu do tego wydarzenia prezentujemy twórczość poetycką uczniów LO współpracujących z Kołem Copernicus.

Poezja to delikatna materia, wymagająca od czytelnika uwagi i zaciekawienia, ale pamiętajmy, że tu możemy odnaleźć swoje emocje, refleksje, pragnienia wyrażone w różnych formach artystycznych. Naszym młodym Poetom życzymy niegasnącej pasji, a wszystkich  chętnych zapraszamy do współpracy.

Wiersze naszych uczniów

Błogosław ojczyźnie  
Bogu dzięki składam wielkie,
Że urodziłam się w wolnej mej ojczyźnie
I żyć tu mogę nim mój czas pryśnie
Broń nas Panie
Od najazdów wrogich,
Które zniszczyć ją chciały
Chroń nasze barwy ojczyste,
Śnieżną biel i czystą czerwień.
Opatrz swą opieką wioski i miasta
Niczym orzeł bielik piskląt pełne gniazda.
I ucz nas dobro dzielić,
Ojczyznę miłować ,
Własny hymn i godło szanować,
A za piękno gór i rzek wiernie dziękować.
I choć czas płynie nieustannie,
A świat się zmienia wokół,  to niech w mej ojczyźnie
Po wsze czasy zapanuje pokój!

                                            Zuzanna Kowalczyk klasa Ib

Węglewice-wieś rodzinna
Węglewice wieś rodzinna
Dla mnie najpiękniejsza jak żadna inna.
Te łąki kwieciem usłane,
Pola, lasy ukochane.
Gdzie żurawi głos niesie się po rosie,
latem w polu złoci się kłosie,
a rozłożyste klony, dęby, modrzewina
to wszystko dom mój przypomina.
Od piętnastego wieku w kronikach istnieje,
Każdej wiosny co roku pięknie zielenieje.
Nad górna Prosną jest położona,
Gdzie szlak bursztynowy wiódł
Walknowskich, Karśnickich mieszkał tu ród.
Tutaj węgiel drzewny w piecach wypalali
Stąd nazwę dla swej wsi uzyskali.
W pradziejach Węglewice wsią szlachecką były,
Lecz ciężkie czasy i to zmieniły.
Nad wsią wieża kościelna góruje,
Proboszcz swą pieczę nad nią sprawuje.
Co roku odpust ku czci Przemienienia Pańskiego
Uroczyście się odbywa,
Piesza pielgrzymka z Wieruszowa tradycyjnie przybywa.
Stary cmentarz historią owiany
We wspomnieniach, w zadumie skąpany.
Szkoła Podstawowa stuletnim wizerunkiem ujmuje,
Henryk Sienkiewicz jej patronuje.
Ludzie tu życzliwi, morowi,
Do pomocy zawsze gotowi.
Wieś ta serdecznie każdego powita,
Czy to przejazdem, czy z zamiarem zawita.
Miejsca piękniejsze na pewno na mapie znajdziecie,
lecz to jest mój dom, moje miejsce na świecie.

                                          Zuzanna Kowalczyk klasa Ib

Gdybym tylko myślał sercem, 

Powiedziałbym , ile jesteś dla mnie wart. 

Gdybym tylko tylko myślał,

Nie kołysałby mnie emocji wiatr. 

A z ust nie wypływałyby niesłowa. 

Łzy szczęścia podlałyby ten zwiędnięty świat. 

Brakuje mi twych błękitnych oczu, 

W których mogłem utonąć 

I zniknąć 

Pod tą życiodajną wodą. 

Brakuje mi twojej duszy, 

Która opuściła moje ciało. 

Byłem zepsuty, schorowany, 

Lecz wyzdrowiałem. 

Wróć. 

Gdybym tylko nie był taki samolubny, 

Zamiast chwastem byłbym tulipanem. 

Podarowałbym ci bez kolców róży kwiat, 

Zatrzymałbym czas. 

I na zawsze bylibyśmy razem. 

                                 Autor znany redakcji

Papierowy świat 

Świat w czarne szaty odziany 

Płacze kwaśnymi łzami. 

Ciemne chmury nad naszymi głowami. 

Wciąż czekamy, kiedy naszym oczom  

Ukaże się tęcza. 

Dlaczego jej jeszcze nie ma? 

Uśmiech przez łzy. 

Papierowy nasz świat. 

Gdyby można było wymazać z twej twarzy cierpienie, 

Narysować uporządkowane myśli. 

Czy wtedy życie byłoby piękne? 

Uśmiech przez łzy. 

Tak bardzo chciałbym wymazać z twej twarzy smutek, 

Ale mogę wytrzeć z twej twarzy łzy. 

Pokazać z innej strony ten świat 

Powiedzieć, że jesteś dla mnie coś więcej wart. 

                                                      Autor znany redakcji

POGODA UCZUĆ

Gdy mi smutno i mi źle,

moje uczucia to deszcz.

Gdy uśmiech na twarzy,

słońce promieniem darzy.

A gdy za oknem

 burza wali grzmotem,

ja trzymam w garści,

nerwy wszelkiej maści.

Wiatr drzewami kołysze

"Co mam robić?" -  myślę.

Czy łzy wylewać?

Czy często się uśmiechać?

Takie mam życie,

jak Demeter i Kory się wije.

            Uczennica klasy III a

 

PAPA, OGIEŃ I CZŁOWIEK

Za każdym razem,

kiedy człowiekiem się stajesz,

starasz się

bym Cię zrozumiał bardziej.

Nic mylnego - osoba bliska

memu stworzeniu,

jest do zrozumienia i podobna w tchnieniu.

Papa zaś taki daleki.

Dotknąć? Nie – bo szacunek wielki.

Jak się zbliżyć więc do Papy mam,

tak trudno w modlitwie trwać.

Jeśli taka porażka przychodzi,

ogień z pomocą nadchodzi.

Pali wszystkie rozłąki,

przetrwania zapuszcza pąki.

                   Uczennica klasy III a

Poczytaj z Copernicusem..

Koło pisarskie Copernicus zachęca do lektury pierwszej części opowiadania naszej uczennicy, która debiutując chciałaby pozostać anonimowa. 

,,Letnie noce" cz.1

01.07.1977

    Pedałowałam ile sił było w moich nogach. Wiedziałam, że już jutro rano siła moich mięśni zmieni się w niemiłosiernie bolące zakwasy. Koła starego roweru parowały od szybkości mojej jazdy. Z domu ciotki Adeline do centrum Griffin* była równiutka mila, a ja nie mogłam się spóźnić ani minuty. Wieczorek poetycki w tej małej mieścinie był nie lada gratką dla takiej wariatki jak ja. Choć sama nic nie pisałam, to zawsze kiedy spędzałam wakacje u ciotki chodziłam na tę godzinkę na świetlicę Griffin, aby tylko posłuchać amatorów pióra i papieru. Jenny - dziewczyna, która entuzjastycznie prowadzi te wieczorki, pozwala mi na przesiadywanie w ostatnim rzędzie i słuchanie młodych poetów.

    Droga prowadząca do głównego wjazdu do Griffin była mało ruchliwa, a więc jak już ktoś przejeżdżał, był na tyle wielkim ewenementem, że ludzie oglądali się w dal za pojazdem. Najlepszym przykładem była trójka moich małoletnich kuzynów oraz cudowna babcia, która była bardziej wścibska niż ciekawa. Choć wzrok jej szwankował, to z nieukrywaną żarliwością mrużyła oczy, aby dostrzec kierowcę samochodu, a resztę historii dopowiedziała sobie sama. Czasami zastanawiałam się, czy nie zabrać ze sobą Buni Theresy na wieczorek poetycki, wpasowałaby się idealnie.

    Na horyzoncie pojawił się samochód. Zmrużyłam oczy i dostrzegając kolor pojazdu, zwolniłam, żeby wujek nie podkablował mnie ciotce. Kiedy się mijaliśmy pomachałam mu, a on wysłał mi miły uśmiech. Zaczekałam jeszcze moment, aby odjechał dalej, a później znów pedałowałam ile pary miałam w nogach. Po dziesięciu minutach widziałam już gmach ratusza miasta. Spod wielkiego, drewnianego znaku z nazwą Griffin miałam jak rzut beretem w tamto miejsce. Dlatego po dwóch minutach zeskoczyłam i porzuciłam rower pod budynkiem. Zamaszystym ruchem ręki zabrałam strąki moich długich włosów i biegiem przekroczyłam schody, a następnie pchnęłam parę drzwi w wejściu. Potykając się o swoje własne stopy znalazłam się nareszcie w świetlicy Griffin, przerywając komuś recytację swoim wejściem. Wszystkie pary oczu były zwrócone w moją krasnalą osobę, a ja jeszcze bardziej się skuliłam pod ich palącym wzrokiem.

    -Jo! - zawołała Jenny z pierwszego rzędu widowni - No, to teraz mogę uważać wakacje za rozpoczęte - zaśmiała się kobieta, a w jej ślady poszło kilka innych osób. Uśmiechnęłam się niezręcznie w jej stronę, a następnie usiadłam na moim stałym miejscu w ostatnim rzędzie, rzucając w przestrzeń przeprosiny za przerwanie.

    Jenny była najmłodszą córką burmistrza Griffin. Dziewczyna o niskiej posturze i pyzatej buzi, którą zawsze przysłaniał delikatny rumieniec. Grube, brązowe okulary zasłaniały jej połowę twarzy, w tym szare, malutkie oczka. Blond włosy układała zawsze jak Farrah Fawcett z ,,Aniołków Charlie'ego". Kanarkowo żółta koszula na długi rękaw była zapięta pod samą szyję, dlatego byłam pewna, że było jej okropnie gorąco. Niestety nie było w pomieszczeniu żadnego okna, które mogłaby otworzyć. Spocone dłonie wycierała w szyfonową spódnicę, której kolor był podobny do koloru butelek oranżady, jaką sprzedają w największym markecie w miasteczku.

    Świetlica w Griffin miała postać małego teatru, z którego korzystano w razie większych świąt. Całe pomieszczenie było ciemne i ponure, ale niestety na tyle tylko pozwalały fundusze. Najjaśniejszym miejscem była oczywiście scena o drewnianym podłożu. Po bokach ciężko spływały czerwone, lekko spłowiałe i nadgryzione molami, kotary.

    Osoba, której przerwałam recytację rozpoczęła mówić dalej. Nie skupiłam się na tym osobniku dłużej i postanowiłam rozejrzeć się po trybunach. Poprawiłam się na starym i wysiedzianym siedzeniu, lustrując te kilkanaście osób przede mną. Uniosłam kąciki ust na widok znajomych mi twarzy, które pamiętałam z poprzednich lat. Mój wzrok przykuła dobrze ułożona, z przedziałkiem, lokowana czupryna. Zmarszczyłam brwi i z zaciekawieniem przyglądałam się elegancikowi. Nagle Jenny zwróciła się w stronę tego chłopaka, a na jej twarzy widać było ekscytację.

    -Harry, może teraz ty. Już nie mogę się doczekać, aż usłyszę twoje arcydzieło -powiedziała Jenny. Bawił mnie przesadny entuzjazm blondynki i uwaga, jaką obdarzała tego biedaka.

    Siedział w pierwszym rzędzie, więc nie miał daleko do sceny. Kiedy wstał okazało się, że był dość wysoki, lecz przy mnie każdy, oprócz dzieci, był wysoki. Wystroił się elegancik. Miał białą koszulę na krótszy rękaw, lecz nie był zapięty pod samą szyję. Brązowe spodnie wyprasowane w kant utrzymywały swobodnie się na jego biodrach. Był szczupły, lecz pod koszulą odznaczały się mięśnie jego szerokich barków. Skupiłam swój wzrok na jego smuklutkiej twarzyczce z wyraźniejszymi kościami policzkowymi. Miał podłużne, lecz pełne malinowe usta. Byłam zachwycona jego nie codzienną urodą.

    Energicznym ruchem dostał się na scenę, lecz kiedy spojrzał na widownię speszył się i odwrócił wzrok ku drewnianym panelom podestu. Wytarł spocone ze zdenerwowania i duchoty dłonie o swoje wyprasowane spodnie i zaczął nerwowym ruchem przeszukiwać kieszenie. Kiedy już znalazł to, czego szukał jego twarz wykrzywiła się w najpiękniejszym uśmiechu jaki kiedykolwiek widziałam, ukazując dołeczki, które zmieniły go na moich oczach w małego chłopczyka. Jego roześmiana mina sama rozkazała mi się uśmiechnąć. A kiedy usłyszałam jego głos, poprawiłam się na starym siedzeniu i wychyliłam, aby lepiej usłyszeć słowa, które tak pięknie brzmiały, wychodząc z jego ust.

,,A ja tak sobie wieczorem po ulicy chodzę,
Z podniesionym kołnierzem przy wytartym palcie
Ja wiem, że nie masz celu mej codziennej drodze
Chyba, podeszwy zdzierać na szorstkim asfalcie.

Jak sobie naprzód idę młody i wspaniały
Jak wsadzę do kieszeni twarde, suche pięście
To jakbym brzemię dźwigał, przewalam się cały:
We mnie się przewala me pijane szczęście."**

I pomyślałam, że ten złotousty chłopak pisał najpiękniejsze wiersze.

*miasto w stanie Georgia, 38 mil od Atlanty 
**Julian Tuwim ,,A tak sobie wieczorem''